Fularczyk-Kozłowska: mogę się szykować do igrzysk
Magdalena Fularczyk-Kozłowska z wioślarskiej czwórki podwójnej, jedynej polskiej osady na podium ostatnich w sezonie zawodów Pucharu Świata w Lucernie, przyznała, że mąż pozwolił jej szykować się do igrzysk w Rio de Janeiro w 2016 roku.
Fularczyk-Kozłowska, Natalia Madaj (obie RTW Lotto Bydgostia), Joanna Leszczyńska i Sylwia Lewandowska (obie WTW Warszawa) w finałowym wyścigu w niedzielę zajęły drugie miejsce za Niemkami.
"Jestem szczęśliwa, że przesiadając się z dwójki podwójnej przyczyniłam się do sukcesu w czwórce, zresztą nie pierwszego. Skład, w jakim teraz wiosłujemy, uważam za bardzo dobry. Koleżanki są zmotywowane, ambitne, ciężkiej pracy się nie boją. Może być tylko lepiej, bo mamy co poprawić. Popełniamy jeszcze błędy techniczne" - powiedziała PAP Fularczyk-Kozłowska.
Rok temu, mając za partnerkę Julię Michalską, zdobyła na torze w Eton koło Londynu brązowy medal igrzysk w dwójce podwójnej. Wcześniej zawodniczki te wywalczyły dwa medale mistrzostw globu - złoty w 2009 i brązowy w 2010 roku.
W sobotę Michalska-Płotkowiak, która jesienią poślubiła wioślarza z klubu KW04 Poznań - Michała, została mamą. Na świat przyszła ich córka - Zosia.
Jak zaznaczyła Fularczyk-Kozłowska, która także jesienią wyszła za mąż za trenera wioślarstwa Michała Kozłowskiego, pomysł na czwórkę podwójną zaproponował ich szkoleniowiec Marcin Witkowski, uhonorowany przez polski związek tytułem Trenera Roku 2012. Wówczas powiedział PAP: "Wytyczyłem sobie kolejny cel - poprawić kolor medalu olimpijskiego w Rio de Janeiro. Nie wiem jeszcze, w jakiej konkurencji - w dwójce bądź czwórce, a może w innej".
"Teraz trener chyba już wie, w jakiej konkurencji, zwłaszcza, że dostałam od męża pozwolenie na przygotowywanie się do igrzysk. Chociaż mamy do nich jeszcze trzy lata, ale czasami warto wytyczać sobie takie dalsze cele" - dodała pochodząca z Wąbrzeźna 26-letnia zawodniczka.
Przyznała również, że w ich domu "sporo jest wioślarstwa", ale jak na razie żadnej ze stron to nie przeszkadza.
"Mamy o czym rozmawiać, wymieniamy poglądy. Raz ja coś podpowiem mężowi, co mu się przydaje w pracy, innym razem on wyjdzie z jakąś uwagą. W sumie nie jest źle, dajemy radę" - oceniła.
Co dalej po powrocie z Lucerny?
"Pranie rzeczy we wtorek, pakowanie i w środę jestem w Zakopanem. Ale nie jadę na wakacje, o nich nie myślę. Pod Tatrami jest kolejne zgrupowanie, dwa tygodnie solidnych zajęć, by pod koniec sierpnia była najwyższa forma. Chociaż mamy rok poolimpijski, to jest o co walczyć. W Korei są mistrzostwa świata. Cel - podium" - podsumowała Fularczyk-Kozłowska. (PAP)